Czym jest pieniądz i dlaczego inflacja go psuje

Pieniądz, to więcej niż waluta

Na początek warto się zastanowić skąd wzięły się pieniądze?
Wbrew pozorom większość dorosłych nie ma pojęcia jak odpowiedzieć na to, skądinąd proste pytanie. Z kolei dzieci, nauczone doświadczeniem często twierdzą, że pieniądze biorą się ze ściany (sic!). Niewątpliwie jest to pewien niedobry znak naszych czasów, że ludzie zatracili wiedzę nt. źródła tak kluczowego dobra, jakim jest pieniądz.

W początkach wolnego rynku wymiana handlowa odbywała się poprzez barter, czyli towar za towar. Jest to jednak sposób wysoce nieefektywny, co najlepiej zilustrować prostym przykładem.

Załóżmy, że samodzielna kobieta architekt, która zawodowo zajmuje się projektowaniem strzelistych wieżowców, chce zjeść śniadanie.
Jednym słowem kobieta-singiel, pracująca zawodowo, która chce zjeść przed pracą. Założenie nie tylko prawdopodobne, ale wręcz czynione każdego dnia przez ogromną rzeszę kobiet. (Czy faktycznie zawsze jest czas, aby to śniadanie zjeść, to już zupełnie inna kwestia)
Gdyby nie istniał pieniądz, kobieta ta w dzisiejszym świecie po prostu umarła by z głodu i żaden wieżowiec spod jej ręki by nie wyszedł. Dlaczego?

Jak wspomniano wcześniej, przy braku pieniądza pozostaje barter, a więc pani architekt musiałaby znaleźć piekarza, któremu do szczęścia brakuje akurat np. drapacza chmur. Prawdopodobne? Raczej nie za bardzo. Przypuśćmy jednak, że znalazła się taka para – on ma chleb i potrzebuje projektu, ona ma projekt i potrzebuje chleba – czy mogą się wymienić? Teoretycznie tak, tylko jak się wymienią? Projekt budynku za roczną dostawę pieczywa?
Jedzenie chleba z jednego pieca ma pewnie jakieś swoje zalety, ale jednocześnie jest dość monotonne. Co jeśli Pani architekt będzie chciała spróbować wyrobów innego piekarza? Kolejny projekt?
Liczba piekarzy potrzebujących własnych wieżowców jest mimo wszystko mocno ograniczona. Zatem barter spełnia swoją rolę tylko w przypadku bardzo prostej wymiany towarowej np. chleb za rybę, ryby za jajka, jajka za owoce itp. Nie sposób sobie jednak wyobrazić wysokorozwiniętej gospodarki opartej o wymianę barterową.

Ludzie na przestrzeni wieków wymieniali między sobą najróżniejsze towary, we wszelkich możliwych kombinacjach i stosunkach. Z czasem zauważono, że pewne towary nadają się do wymiany lepiej niż inne i te towary stawały się zazwyczaj lokalną walutą. Dla przykładu sól w Afryce czy Polsce (“słono za coś płacić”), cukier na Karaibach, tytoń w Ameryce, oraz oczywiście monety z miedzi, srebra i złota w zasadzie już w VII wieku p.n.e. w Chinach.
W ten naturalny sposób, w miarę rozwoju cywilizacji ludzie odeszli od wymiany towarowej, na rzecz wymiany pieniężnej.

Pieniądz jest zatem towarem, który pozwala rozdzielić własną działalność wytwórczo-usługową od procesu konsumpcji produktów i usług innych ludzi. W nowoczesnych społeczeństwach Pani architekt tworzy projekt budynku, sprzedaje go swoim klientom za ustaloną sumę pieniędzy, po czym za część tych pieniędzy kupuje wieczorem pieczywo celem konsumpcji go w dniu następnym. Resztę może wtedy przeznaczyć na inne, mniej przyziemne i jednocześnie bardziej przyjemne wydatki. Należy racjonalnie założyć, że każda kobieta takowe posiada.

Inflacja, a zaufanie do waluty

Wiemy już, że pieniądz musi być płynny. Innymi słowy musi dawać możliwość zamiany go na wszelkie inne dobra, które chcemy nabyć. Co zatem czyni pieniądz płynnym?
Tą wartością jest zaufanie, że pieniądz otrzymany dziś, będzie wart tyle samo w przyszłości. Jeżeli dla kogoś nadal brzmi to lakonicznie posłużmy się kolejnym przykładem.

Załóżmy, że Pani architekt tworzy swój projekt w ciągu roku. Znów, założenie to wydaje się jak najbardziej prawdopodobne, gdyż dobrze zaprojektowana budowla wymaga nie tylko specjalistycznej wiedzy, ale i czasu. Dla uproszczenia załóżmy, że projekt powstaje dla zagranicznego inwestora i nie ciągnie się latami tak jak to bywa w Polsce.
Pani architekt w tym momencie staje się sprzedawcą. Sprzedaje swój czas, a inwestor kupuje jej umiejętności. Powiedzmy, że ustalili (dla równego rachunku) 20 000 PLN na miesiąc.

W ciągu roku architekt nominalnie (tyle znajdzie na koncie) zarobi więc 240 000 PLN.
Jeżeli teraz inflacja wynosi 0%, to każdego miesiąca pensja (20 000 PLN) Pani architekt jest warta tyle samo. Z doświadczenia wiemy jednak, że inflacja przy papierowych pieniądzach jest wyższa niż zero. Nie jest to jednak wymarzone przez niektórych ekonomistów 2,5%, które tak ochoczo deklarowane jest w środkach masowego przekazu. Zainteresowanych prawdziwą miarą inflacji odsyłam do poprzedniego posta. Tu można tylko dodać, że średnia roczna inflacja agregatu M1 w okresie 1996.12-2010.11 w Polsce wyniosła 12,7%, co w sumie daje w całym tym okresie aż 532%[i].

Wynika z tego, że realnie Pani architekt zarobi o ponad 30 000 PLN mniej niż założyła sobie na początku roku wyceniając swój czas. Pytanie więc jak to możliwe, że wartość tych pieniędzy do niej nie trafiła?

Szacując wartość swojego czasu na początku roku założyła, że ilość waluty (PLN) prawie się nie zmieni, a jeśli nawet to będzie to wartość niewielka. Niestety w ciągu roku NBP do spółki z bankami komercyjnymi, nie bacząc zupełnie na rachunki Pani architekt i innych pracujących osób, wpompowali w polski system finansowy aż 12,7% więcej złotówek niż było ich rok wcześniej. W ten sposób wszystkie inne złotówki, wszystkich innych obywateli straciły na swojej sile nabywczej dokładnie taką samą wartość.

Co prawda ceny w sklepach średnio nie zmieniły się aż o 12,7% – najpierw drożeją bowiem aktywa, na które przeznaczone zostają pieniądze z nowych kredytów. Jeśli jednak taka sytuacja będzie się powtarzać w kolejnych lata, a już teraz powtarza się przez 14 lat, to w końcu ludzie zaczną się orientować, że w gospodarce jest zdecydowanie zbyt dużo waluty w stosunku do towarów, które można za nie kupić.
Zaczną więc podnosić ceny, aby zabezpieczyć się przed wzrostami cen innych dóbr w najbliższej przyszłości.

W ten sposób inflacja, której do tej pory nie było widać w cenach produktów i usług zaczyna nagle ujawniać się ze zdwojoną mocą. Najpierw rosną ceny surowców i dóbr mało przetworzonych. Te droższe surowce wykorzystywane są w procesie produkcji przez przedsiębiorców, którzy z kolei muszą podnieść ceny na swoje wyroby – pojawia się drożyzna.

Z uwagi na wysokie ceny ludzie racjonalnie postanawiają kupować mniej i starają się jak najszybciej spłacić wszelkie kredyty. Rozpoczyna się deflacja, która powoduje konieczną do przywrócenia równowagi recesję. W tym momencie należy bezwzględnie zdać sobie sprawę, z jednej rzeczy. Wartość nabywcza waluty, która została utracona w wyniku wzrostu cen jest już nie do odzyskania. Należy pogodzić się z konsekwencjami i jak najszybciej przystąpić do reorganizacji procesów w gospodarce.
Jest to proces bolesny, ale konieczny i żaden rząd nie jest w stanie zmienić tego faktu. Niestety, właśnie w tym momencie większość rządów postanawia wkroczyć do akcji i interweniować na wolnym rynku, który tym samym przestaje być wolny. Rząd ma zazwyczaj dwojaką motywację w takiej sytuacji.

Po pierwsze, ci którzy w okresie inflacji żyli na kredyt, teraz w deflacji muszą spłacać długi, na które mają mniej pieniędzy – wszystko jest drogie, więc zostaje mało pieniędzy na spłacanie rat. Największym dłużnikiem jest jednak samo państwo, o czym świadczy licznik długu umieszczony w centrum Warszawy przez Leszka Balcerowicza. W chwili zainstalowania licznika we wrześniu 2010 roku, wskazywał on 724 259 822 418 PLN. Obecnie wskazuje już 767 283 862 056 PLN, czyli ponad 43 mld PLN więcej, tj. ok. 1800 PLN więcej na każdego pracującego obywatela – w zaledwie 4 miesiące. Rząd na gwałt potrzebuje gotówki na spłatę rat od swoich zobowiązań. Niestety w momencie recesji spadają również dochody do budżetu, ponieważ biznesy muszą chwilowo ograniczyć skalę działalności i przystosować się do nowych warunków. Rząd ma więc ogromną motywację do drukowania waluty, która nie ma pokrycia w realnych dobrach – potrzebuje tylko pretekstu.
Po drugie ludzie pracujący w tych biznesach również odczuwają spowolnienie – rosną koszty życia, a chwilowo nie rosną pensje. Część społeczeństwa zaczyna się więc domagać od rządu, aby ‘coś zrobił’. Rząd takiej właśnie wymówki potrzebuje i używając argumentu pomocy ludziom, jako zasłony dymnej zaczyna zalewać rynek pustą papierową walutą, którą za chwile będzie chciał spłacić swoje długi.

Oczyszczający efekt deflacji i recesji zostaje zahamowany i natychmiast powracają stare problemy, a wraz z nimi galopująca inflacja. Problem nadmiernego zadłużenia, który jest przyczyną inflacji nie zostaje rozwiązany. Wręcz przeciwnie, zaczyna się powiększać, a w ślad za nim rośnie oczywiście sama inflacja. Ludzie tym razem orientują się bardzo szybko, że ilość waluty na powrót zaczyna rosnąć, więc jak najszybciej podnoszą ceny. Tym razem rząd jest zdeterminowany “pomóc”, co ostatecznie doprowadza do hiperinflacji.

Cała sytuacja z inflacją i drukowaniem waluty przypomina picie alkoholu np. w noc Sylwestrową. Na początku wszystko wygląda dobrze – jest humorek i dobra zabawa. Jeżeli jednak się przesadzi, to następnego dnia pojawiają się konsekwencje w postaci kaca. Odpowiedzialny człowiek wie, że jedyne co można wtedy zrobić, to ograniczyć swoją aktywność i najgorszy okres po prostu przeczekać. Alkoholik dochodzi jednak do wniosku, że lepiej zrobi jeśli się napije. I faktycznie, tzw. klin co prawda maskuje objawy zatrucia alkoholem, ale zamiast je usuwać, jedynie odsuwa w czasie ich konsekwencje. Ostatecznie kac i tak przychodzi, ale tym razem jest dużo większy. Uniknąć go można tylko w jeden sposób – zapić się na śmierć.

Niestety, jeżeli rząd zaczyna drukować walutę w celu uniknięcia recesji, którą sam spowodował wcześniejszym “umiarkowanym” drukowaniem, to jedynym możliwym finałem jest właśnie wysoka inflacja i śmierć waluty, którą rząd sam sprowadza do roli podpałki do grilla.

Planowanie w obliczu inflacji

Waluta, której ilość jest poza kontrolą ludzi nie nadaje się do przechowywania wartości. Dlatego właśnie papierowe waluty co jakiś czas upadają i zastępowane są nowymi. Szczególnie końcowa faza takiego upadku charakteryzuje się bardzo dynamicznym spadkiem wartości waluty, a co za tym idzie także jej siły nabywczej. W Polsce ‘złotówka’ została zastąpiona ‘nowym polskim złotym’, a przy okazji dokonano denominacji w stosunku 1:10000.
U schyłku każdej hiperinflacji przedsiębiorcy i handlarze odmawiają w końcu przyjmowania oficjalnej waluty, ponieważ nie są w stanie oszacować jak szybko straci ona swoją wartość. W sposób spontaniczny dochodzi wtedy do wolnorynkowego wyboru nowej waluty, którą zazwyczaj jest albo waluta zagraniczna, albo srebro lub złoto.

W takim wypadku nasza przykładowa Pani architekt mogłaby się umówić, że zamiast 20000 PLN, otrzyma np. 5 uncji złota. Kruszec oczywiście byłby trzymany w skarbcu, a do konta wydawana byłaby, tak jak dzisiaj, karta płatnicza, gdzie jednostką rozliczeniową są nie złotówki i grosze, a gramy i części dziesiąte grama. Nie jest już wtedy istotne ile PLN kosztuje uncja złota, ponieważ Pani architekt ma pewność, że 5 uncji złota nawet za 10 lat pozwoli jej kupić co najmniej tyle samo produktów, co dzisiaj. Pewność ta bierze się właśnie z faktu, że całkowita ilość złota w ciągu dekady wzrośnie średnio zaledwie o niecałe 22%[ii]. Natomiast ilość papierowej waluty jest w zasadzie nieograniczona, co doskonale obrazuje 532% z ostatniego dziesięciolecia. To ile zer będzie na banknocie za 10 lat zależy wyłącznie od odpowiedzialności polityków.
Jak z tą odpowiedzialnością bywa, to już pozostawiam do rozważań czytelnika.

Z pewnością warto w swoich rozważaniach wziąć pod uwagę fakt, że przez większą część historii ludzkiej cywilizacji środkiem wymiany, z krótkimi przerwami, były właśnie metale szlachetne, jak srebro czy złoto i bynajmniej nie z tego powodu, że się błyszczą. Warto o tym pamiętać, także ze względu na to, że dzisiejsza technologia pozwala nam na połączenie wygody “pieniędzy plastykowych”, z bezpieczeństwem tych ze złotego lub srebrnego kruszcu.

Pieniądz od zawsze był towarem, który służył jako środek wymiany jednych produktów na inne.
Natomiast waluta jest tylko reprezentacją pieniądza, dlatego bardzo ważne jest, aby była wybrana przez ludzi, a nie rządy. Zaś jej ilość powinna być kontrolowana przez wolny rynek, a nie państwowe banki centralne.

Maciej J. Bańkowski

bankowski [na] gmail.com


Oświadczenie:
Każda osoba prywatna dla celów niekomercyjnych może kopiować lub linkować powyższy tekst do woli pod warunkiem zachowania oryginalnej treści (włącznie ze źródłami). Na wszystkie inne formy i sposoby użycia treści należy uzyskać najpierw zgodę autora.

Poglądy wyrażone w artykule są wyłącznie subiektywnymi opiniami autora i nie należy sugerować się nimi przy wyborze jakiejkolwiek formy inwestowania, oszczędzania, planowania rodziny, ulubionego koloru czy szczęśliwej liczby.
Autor w ramach hobby prowadzi prowadził sklep z metalami szlachetnymi, a także sam inwestuje na rynku metali szlachetnych.

Advertisements

7 Comments

Filed under Edukacja, Ekonomia

7 responses to “Czym jest pieniądz i dlaczego inflacja go psuje

  1. Pingback: Tweets that mention Czym jest pieniądz i dlaczego inflacja go psuje | The Individual -- Topsy.com

  2. Pingback: USA: Inflacja w górę o 0,5 proc., sprzedaż deta… | Wiadomości i Newsy

  3. Pingback: USA: Inflacja w górę o 0,5 proc., sprzedaż deta… | Gospodarcze Informacje

  4. Goli

    Witam
    Wszystko to logiczne tylko, gdzie sąbanki komercyjne, które tworzą pusty pieniądz udzielając kredytów?
    pozdrawiam i gratuluje dobrych artykułów

    • Wszystkie banki komercyjne udzielając kredytów, tworzą pusty pieniądz. Po prostu tak skonstruowany jest dzisiejszy system bankowy.

      Bank powinien być tylko pośrednikiem pomiędzy deponentem, a kredytobiorcą. Kredyt nie tworzy wtedy nowych pieniędzy, bo każda złotówka ma już pokrycie w istniejących oszczędnościach. Niestety obecny system tak nie działa, bo banki pożyczają pieniądze, których jeszcze nie mają.

      W Polsce ten problem jest trochę mniejszy, bo banki są bardziej konserwatywne, ale może w wolnej chwili napiszę jakiś artykuł na ten konkretny temat. Najpierw muszę zebrać trochę źródeł.

  5. Antek

    Małe sprostowanie. Architekt nie projektuje konstrukcji stalowej. Robi to inżynier budownictwa. Architekt nie zna się na projektowaniu konstrukcji. Proponuję zamienić na “projektuję bryłę budynku wielorodzinnego” lub “projektuje bryłę galerii handlowej”.
    W nawiązaniu do tematu to lekturą obowiązkową powinny być książki Rothbrada.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s