Krótka historia polskiej inflacji po roku 1984

Inflacja i hiperinflacja – czym jest, a czym nie jest

Inflacja to wzrost ilości pieniądza w obiegu. Hiperinflacja, to po prostu bardzo wysoka inflacja występująca zazwyczaj w końcowej fazie waluty fiducjarnej. Tuż przed upadkiem pieniądza papierowego następuje najczęściej okres bardzo dynamicznego wzrostu ilości waluty w obiegu. W konsekwencji prowadzi to do równie gwałtownego wzrostu cen, gdyż większa ilość waluty podąża za niezmienioną ilością towarów. Jednym słowem nowo emitowane pieniądze nie mają pokrycia w realnych dobrach. Przyjęło się, że hiperinflacja zaczyna się w momencie, gdy ceny wzrosną minimum o 50% w jednym miesiącu. Natomiast o wysokiej inflacji możemy mówić, gdy wzrost ilości pieniądza osiągnie stopę 5% w skali roku.

Historycznie najlepszą miarą inflacji było złoto. Także dzisiaj złoty kruszec jest traktowany jako jedyny pieniądz nie posiadający ryzyka drugiej strony (ang. counter-party risk), dlatego też został użyty w niniejszym opracowaniu jako obiektywna miara inflacji.

Należy jeszcze raz podkreślić, że termin inflacja z definicji odnosi się wyłącznie do wzrostu ilości pieniądza w gospodarce, tzw. podaży pieniądza. Natomiast to, co potocznie nazywane jest inflacją, czyli wzrost cen, jest w rzeczywistości jedynie skutkiem inflacji. Ma to znaczenie o tyle, że publikowane różnego rodzaju wskaźniki takie jak PPI, CPI, CPI bazowe itp., nie są bezpośrednimi wskaźnikami inflacji, a wskaźnikami wzrostu cen pewnych arbitralnie wybranych produktów.

Dlatego właśnie prawdziwa inflacja może wynosić np. 9%, a tzw. “bazowa inflacja cen”, czyli wzrost cen po wyłączeniu cen energii i żywności (czyli tych najważniejszych) tylko 1,2%. Po prostu rządy nazywają inflacją to, co faktycznie nią nie jest. Powód jest prosty – wskaźniki wzrostu cen mają na ogół niższą wartość niż inflacja, a to z medialnego punktu widzenia jest dla każdego rządu korzystne.

Odniesienia do teraźniejszości

Ostatnia hiperinflacja w Polsce, jeszcze w czasach PRL, skończyła się 8 stycznia 1990 roku[i]. Od tego momentu do dnia dzisiejszego kurs złota wzrósł 1005%, co przedstawia poniższy wykres[ii]:

Wykres 1 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1990-01-08 do 2010-12-31 (383 PLN – 4233 PLN, 1005%)

Wykres 1 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1990-01-08 do 2010-12-31 (383 PLN – 4233 PLN, 1005%)

Najstarsze dane, które pozwalają w wiarygodny sposób ocenić przebieg poprzedniego epizodu hiperinflacyjnego sięgają wstecz do 9 stycznia 1984[iii].

Przy założeniu, że wspomnianą datę początkową z roku 1984 przyjmiemy za punkt startowy dla prześledzenia dynamiki zmian cen złota, to moment, w którym osiągnięto wzrost ceny (998%) porównywalny z dzisiejszym (1005%) przypadł na 9 września 1989 roku.

Poniższy wykres obrazuje spadek wartości starej złotówki mający swoje odbicie w nominalnym wzroście ceny 1 uncji złota.

Wykres 2 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1984-01-09 do 1989-09-09 (35 872 zł – 393 800 zł, 998%)

Wykres 2 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1984-01-09 do 1989-09-09 (35 872 zł – 393 800 zł, 998%)

Podobieństwo obu wykresów nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Wszystkie hiperinflacje w historii ludzkości miały zarówno te same fundamentalne przyczyny, jak i bardzo podobny przebieg. Różniły się tylko skalą dewastacji oszczędności obywateli używających danej waluty, co należy bezpośrednio wiązać z różnym poziomem braku odpowiedzialności ze strony polityków i rządów poszczególnych państw.

Jaka była odpowiedzialność polityków w PRL? Zasadniczo każdy, kto pamięta tamte czasy wie, że ówczesnej władzy można było przypisać wiele przymiotów, ale odpowiedzialność nie była jedną z nich. Dla tych, którzy nie mieli szansy zetknąć się z tamtą rzeczywistością niech za ilustrację posłuży kolejny wykres. Tym razem przedstawia on cały dostępny zakres danych, czyli okres od 1984 do 1990. Dla lepszego unaocznienia skali późniejszej inflacji, obszar poprzedniego wykresu zaznaczony jest czerwonym prostokątem.

Wykres 3 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1984-01-09 do 1990-01-08 (35 872 zł – 3 828 500 zł, 10 573%)

Wykres 3 Kurs złota wyrażony w PLN w okresie od 1984-01-09 do 1990-01-08 (35 872 zł – 3 828 500 zł, 10 573%)

Po 9 września 1989 roku w ciągu zaledwie trzech miesięcy kurs złota wzrósł kolejne 10 razy. Proszę jeszcze raz spojrzeć na Wykres 2 i Wykres 1. Czy w ujęciu czysto analitycznym coś zapowiadało katastrofę pod koniec 1989? Bez wątpienia sytuacja wyglądała źle, ale mało kto mógł się spodziewać tak drastycznej dewaluacji złotówki.

Gdyby dziś politycy w III RP byli tak samo odpowiedzialni jak Ci w PRL, to oznaczałoby, że czeka nas bardzo bolesny spadek wartości złotówki. Czy zatem skazani jesteśmy na powtórkę z historii upadku PRL? Należy uczciwie powiedzieć, że niekoniecznie.

Po pierwsze stara złotówka nie została wprowadzona dopiero w 1984 roku, a 5 lat po zakończeniu II wojny światowej, 30 października 1950 roku[iv]. I choć wszystkie kolejne rządy solidarnie przykładały się później do psucia nowej waluty, to kompletne rozmontowanie systemu starej złotówki zajęło politykom aż 40 lat. Dzisiejsza złotówka jest na rynku dopiero lat 20, więc przynajmniej teoretycznie jest jeszcze czas na powstrzymanie nadmiernej podaży pieniądza.

Po drugie cena złota przestanie rosnąć lub nawet zauważalnie spadnie z chwilą, gdy złotówka trwale się umocni.

Co odpowiada zatem za umocnienie złotówki? Po pierwsze będzie to przekonanie inwestorów, że przestanie się ona osłabiać. Ta przewrotna odpowiedź pokazuje, czym tak naprawdę jest pieniądz fiducjarny. Jest on wyłącznie przyrzeczeniem emitenta do tego, iż w przyszłości będzie w stanie wymienić inwestorowi ów pieniądz na inne równie wartościowe dobro – np. na inną walutę lub surowiec, a złoto i srebro należą do obu tych kategorii. W tym właśnie sensie dzisiejsze pieniądze oparte są na zaufaniu, czyli wierze w słowo dane przez podmiot emitujący papier wartościowy. Jeżeli jednak pieniądze emitowane są przez banki centralne w ten czy inny sposób zależne od rządów państw, na terenie których działają, to warto zadać sobie podstawowe pytanie.

Kto normalny wierzy politykom?

Globalni inwestorzy do tej pory wierzyli, bo wychodzili z dziwnego skądinąd założenia, że tak duży podmiot jakim jest państwo będzie zawsze wypłacalny. To naiwne przekonanie skłoniło wiele instytucji finansowych do lokowania swoich kapitałów w obligacje większości państwa zachodnich. Jeżeli jednak papierowe waluty są tylko obietnicą wartości, to czym w takim razie są obligacje denominowane w tych walutach? Obligacje to przecież nic innego jak obietnice, że w przyszłości inwestor otrzyma… jeszcze więcej obietnic – dosłownie. To niestety nie jest żart. Dokładnie tak zbudowany jest dziś system finansowy na świecie.

Zasada działania pieniądza fiducjarnego do złudzenia przypomina mechanizm rządzący wyceną akcji publicznie notowanych spółek. Jedyna różnica polega tylko na tym, że akcje uprawniają do głosowania, natomiast banknoty nie. A skoro o giełdzie mówi się czasem w kontekście kasyna, to czym stały się dziś aukcje długu państw narodowych?

Czy oznacza to, że nie powinniśmy sobie ufać i koniecznie wrócić do standardu złota? Nie do końca. Wolny rynek już dawno znalazł sposób na tych, którzy obiecują gruszki na wierzbie. Takim lekarstwem na finansowe oszustwa jest po prostu bankructwo zadłużonego podmiotu. Bankructwo jest niestety tak samo uciążliwe dla wierzyciela, jak i dłużnika. Pierwszy musi pogodzić się ze stratą zainwestowanego kapitału, a drugi będzie miał od tej pory bardzo duży problem, aby odbudować zaufanie, które tak lekkomyślnie zniszczył. Mimo wszystko bankructwo i ewentualna restrukturyzacja zadłużenia, to jedyny efektywny i sprawiedliwy sposób radzenia sobie z problemem braku zaufania.

Alternatywą jest bowiem ograbiająca ludzi z dorobku całego życia hiperinflacja spowodowana nadmierną podażą pieniądza na rynku. W konsekwencji państwo i tak ostatecznie znajdzie się w sytuacji bez wyjścia i będzie musiało przepoczwarzyć się w jakiś inny podmiot. Dokładnie taki scenariusz rozegrał się w Polsce na przełomie lat dziewięćdziesiątych, gdy PRL upadł pod ciężarem złych decyzji ekonomicznych, a na jego zgliszczach ulepiono nowy twór o nazwie III RP.

Być może szkoda, że wtedy nie stworzono dla nowej złotówki ustawowego wymogu, aby część rezerw  państwa (np. 5-10%) była zawsze utrzymywana w złocie. Z jednej strony pozwalałoby to na dynamiczny rozwój, ale z drugiej hamowałoby zapędy polityków do nadmiernego zadłużania państwa. Dzisiejsze rezerwy złota szacowane na 105 ton mają rynkową wartość ok. 14 mld PLN, czyli 4,7% rezerw NBP[v]. Czy jest to poziom wystarczający, dla zapewnienia stabilności złotówki? Z pewnością warto pochylić się nad tą kwestią, aby mieć pewność, że oszczędności polskich obywateli są bezpieczne.

Tym bardziej, że oficjalna podaż pieniądza, mierzona jako gotówka poza kasami banków, w okresie od 1996-12-30 do 2010-11-31 wyniosła 288%, a mierzona agregatem M1 aż 532%[vi]. Inflacja mierzona wzrostem kursu złotego kruszcu w analogicznym okresie to 306%[vii]. Natomiast inflacja mierzona CPI wyliczanym przez GUS to zaledwie 89,5%[viii]. Warto poddać pod rozwagę, że wg rządowych danych w przeciągu 14 lat ceny wzrosły tylko o 90%. Oznaczałoby to, że albo mamy prawie 2 razy więcej obywateli niż na początku transformacji, albo przeciętny obywatel jest dziś ponad 3 razy bardziej bogaty niż 14 lat temu i trzyma tą dodatkową gotówkę w materacu. Jak jest faktycznie, każdy może ocenić sam.

Przedkryzysowa rzeczywistość

Dzisiaj w Polsce nie ma już gospodarki centralnie sterowanej i jedynej słusznej partii u steru. W całej Europie dojrzewa jednak rak niewydolnych socjalistycznych systemów emerytalnych, a problem publicznych długów bez pokrycia, co chwilę daje o sobie znać w postaci rosnących rynkowych stóp procentowych.

Polska jest dziś o wiele bardziej zintegrowana z rynkami zewnętrznymi niż w drugiej połowie XX wieku. Dla przykładu, wysoka inflacja, a następnie kryzys w USA na przełomie lat 70. i 80., dotarły do Polski dopiero po 10 latach. Kryzysy z lat 2001 i 2007 dotarły z opóźnieniem już tylko 1-2 lat. Chcieliśmy być częścią globalnych rynków finansowych, więc musimy się liczyć ze zwiększonymi wymaganiami stawianymi przez te rynki.

Nie sposób przewidzieć dokładną datę kolejnego kryzysu, jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa można określić, że jego główną przyczyną będzie nadmierne zadłużenie i narastająca nierównowaga w finansach publicznych krajów rozwiniętych. Największym dłużnikiem są obecnie Stany Zjednoczone, a największym kredytodawcą Chiny. Rozwiązanie kwestii wierzytelności pomiędzy tymi dwoma znaczącymi partnerami jest więc kluczowe dla stabilności całego systemu finansowego. Należy pamiętać, że dzisiejsza cena złota oddaje skalę bieżącego braku zaufania globalnych inwestorów do poczynań polityków, zarówno amerykańskich, jak i europejskich. Jeżeli zaufanie to nie powróci, to jedynym sposobem wyjścia z sytuacji będzie dalszy dodruk walut na świecie, nie wyłączając złotówki. W takim otoczeniu nominalna cena złota może po raz kolejny zwiększyć się dziesięciokrotnie w krótkim przedziale czasu. Jest to scenariusz katastroficzny i należy mieć nadzieję, że się nie spełni. Jednak nawet stopa wzrostu cen poniżej hiperinflacyjnego progu 50% jest niezwykle niszcząca dla gospodarki. Rozsądek podpowiada więc, aby liczyć na najlepsze, ale być przygotowanym na najgorsze.

Na koniec powtórzę tylko to, co warto zapamiętać na całe życie i nauczyć także swoje dzieci i wnuki. Złoto zasadniczo ani nie traci, ani nie zyskuje na wartości. To waluta, którą akurat płacimy za złoty kruszec oraz trzymamy w portfelach i na kontach traci lub zyskuje wartość nabywczą. Zatem metale szlachetne najdroższe są zawsze w końcowej fazie upadku waluty fiducjarnej, dokładnie dlatego, że papierowa waluta nieubłaganie dąży do swojej pierwotnej wartości, czyli do zera. Inflacja nie jest więc pozytywną siłą, jak ją niektórzy próbują przedstawiać – jest zwykłym podatkiem, który po cichu, ale konsekwentnie zabiera nam ową siłę nabywczą.

Odpowiedzialność za wysokość tego podatku spoczywa bezpośrednio i wyłącznie na tych, którzy mają obecnie możliwość tworzenia waluty – w dzisiejszych realiach są to banki komercyjne oraz banki centralne, będące pod mniejszym lub większym wpływem polityków. To od nich należy wymagać odpowiedzialnego zarządzania, a w razie potrzeby rozliczyć z efektów ich działań lub zaniechań.

Maciej J. Bańkowski

bankowski [na] gmail.com


[i] Za koniec inflacji przyjęto punkt na wykresie, w którym hiperbola wzrostu ceny złota załamuje się i przechodzi w linię bardziej poziomą. Przyjęty punkt końca hiperinflacji został wybrany w oparciu o kryteria analizy ekonomicznej, a nie politycznej. Stąd też oficjalny termin zakończenia inflacji może być nieco inny, ale jest on bez znaczenia dla fundamentalnych założeń artykułu.
[ii] Z uwagi na denominację w roku 1993 (10 000 zł = 1 PLN) konieczne było połączenie dwóch następujących wykresów: http://uncja.com/wykres_zlotopln.0.19900108.19930101.2.html oraz http://uncja.com/wykres_zlotopln.0.19930101.0.2.html odpowiednio za okres 1990-01-08 – 1992-12-31 oraz 1993-01-01 – 2010-12-30
[iii] Dane pochodzą z serwisu http://uncja.com i wg informacji tam zawartych oparte są na archiwalnych danych NBP dotyczących kursu dolara USA wobec PLN oraz międzynarodowych notowań kursu złota wyrażonych w USD i publikowanych przez London Bullion Market Association (http://www.lbma.org.uk)

Oświadczenie:
Każda osoba prywatna dla celów niekomercyjnych może kopiować lub linkować powyższy tekst do woli pod warunkiem zachowania oryginalnej treści (włącznie ze źródłami). Na wszystkie inne formy i sposoby użycia treści należy uzyskać najpierw zgodę autora.

Poglądy wyrażone w artykule są wyłącznie subiektywnymi opiniami autora i nie należy sugerować się nimi przy wyborze jakiejkolwiek formy inwestowania, oszczędzania, planowania rodziny, ulubionego koloru czy szczęśliwej liczby.
Autor w ramach hobby prowadzi prowadził sklep z metalami szlachetnymi, a także sam inwestuje inwestował na rynku metali szlachetnych.

Advertisements

2 Comments

Filed under Analizy, Edukacja, Ekonomia, Polski

2 responses to “Krótka historia polskiej inflacji po roku 1984

  1. Pingback: Czym jest pieniądz i dlaczego inflacja go psuje | The Individual

  2. CPI powinno być zawsze mniejsze od wzrostu podaży pieniądza. Wynika to z wzrostu produktywnosci gospodarki. Gospodarka przy stałej ilości pieniądza w obiegu ma naturlane tendecje deflacyjne, odzwierciedlające postęp. Dlatego ceny rosną wolniej niż podaż pieniądza.

    Ponadto wzrost liczby ludności, przynajmniej teorytycznie powinien wpływać na naturlaną aprecjację realną złota (wzrost liczby ludności minus wzorst złota w obiegu). Praktycznie jednak obecny wzrost liczby ludności to głównie biedota nie mająca za wiele wspólnego z bierzącą wodą a co dopiero w kruszcami, stąd można by ten czynnik pominać IMO.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s